Montaż Olina

Wczoraj minęło dwadzieścia lat od ważnego wydarzenia, które zostało przemilczane przez media. Tymczasem jest to jedna z najciekawszych spraw jakie miały miejsce w III RP.

26 grudnia, 20 lat temu, do dymisji podał się Józef Oleksy. Pierwszy raz w historii urzędujący premier zrezygnował ze stanowiska wobec oskarżenia o zdradę stanu ze strony Ministra Spraw Wewnętrznych. W sprawie Oleksego niczym w laboratorium pod mikroskopem widać jak działają polityczno-medialne mechanizmy w państwie Polskim.

Na początku jedno zastrzeżenie. Obecnie nikt nie jest w stanie “obiektywnie” powiedzieć czy Józef Oleksy był “Olinem” i czy charakter relacji jakie utrzymywał z Władymirem Ałganowem przekraczał ramy towarzyskie. Warto zastanowić się dlaczego tak się stało i jakie mechanizmy towarzyszyły rozmyciu całej sprawy? O tym jest ten tekst, nie o tym czy Oleksy był agentem.

Na początku 1996 roku rząd i administracja państwowa były w całości opanowane przez SLD-PSL. W ciągu miesiąca po ujawnieniu przez ministra Andrzeja Milczanowskiego, w grudniu 1995, istnienia sprawy Oleksego przeprowadzono błyskawiczną czystkę we wszystkich instytucjach związanych z bezpieczeństwem i służbami. Z perspektywy czasu widać jednak, że kluczowa było nie tylko usunięcie ludzi, którzy zajmowali się sprawą Oleksego, ale decyzja o tym aby sprawa ta nigdy nie trafiła do sądu. Służby miały prawo zgromadzić informacje niewygodne dla polityka, szczególnie jeśli łączyła go osobista relacja z kadrowym oficerem rosyjskich służb specjalnych. Rolą ministra spraw wewnętrznych było informacje uzyskane przez służby przekazać prokuraturze, nawet a może tym bardziej, że dotyczyły one osoby jaka objęła urząd premiera. Milczanowski w świetle zebranych dowodów przez podległych mu oficerów służb mógł skierować sprawę do prokuratury – tak stwierdził Sąd Najwyższy wydając wyrok w sprawie Milczanowskiego (nie Oleksego ale Milczanowskiego). W taki sam sposób końcowa decyzja, ocena zebranych faktów, przesłuchanie świadków w sprawie Olina – powinny zostać poddane ocenie sądu z możliwością apelacji i ostatecznej decyzji przez Sąd Najwyższy. Tak się jednak nie stało. Po latach staje się jasne, że wąskim gardłem systemu okazała się prokuratura. Mimo tego, że dziesiątki oficerów wykonały olbrzymią pracę gromadząc materiały w sprawie Olina, mimo tego, że minister Milczanowski podjął słuszną decyzję (w świetle wyroku SN) to decyzja pojedynczego człowieka okazała się skuteczną blokadą w tej sprawie.

Stało się tak na skutek decyzji płk Stanisława Gorzkiewicza, prokuratora wojskowego, który umorzył sprawę w maju 1996. W kraju, w jakim przeciętne śledztwo ciągnie się latami, sprawa oskarżenia premiera o szpiegostwo nie została skierowana do sądu i została umożona po zaledwie pięciu miesiącach. Premierem rządu był Włodzimierz Cimoszewicz.

O potrzebie poddania wyjaśnień Józefa Oleksego na drodze sądowej może świadczyć historia innej sprawy jakiej bohaterem był Oleksy. 22 grudnia 2004 sąd lustracyjny pierwszej instancji orzekł, że Józef Oleksy, wbrew swojemu oświadczeniu, był w latach 1970–1978 tajnym współpracownikiem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego. Sąd II instancji podtrzymał zaskarżony wyrok. Józef Oleksy złożył kasację do Sądu Najwyższego, który 31 stycznia 2007 umorzył sprawę, uznając, że Józef Oleksy nie wpisując do oświadczenia lustracyjnego swojej współpracy z Agenturalnym Wywiadem Operacyjnym działał „w wyniku błędu”. “Sąd Najwyższy uznał, że napisał on nieprawdę w oświadczeniu lustracyjnym, ale nie skłamał, gdyż przy wypełnianiu oświadczenia lustracyjnego miał być wprowadzony w błąd przez ówczesnego szefa Wojskowych Służb Informacyjnych kontradmirała Kazimierza Głowackiego”. (źródło: Wikipedia).

Niestety w najważniejszej politycznie sprawie dotyczącej Oleksego czyli aferze “Olina” nie możemy poznać faktów nawet jeśli prowadziłyby do tak zaskakującej konkluzji jak to, że “napisał nieprawdę ale nie skłamał”.

O ile do sądu nie trafił akt oskarżenia przeciwko Oleksemu to podjęte zostało działanie w drugą stronę i do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi Milczanowskiemu. Pozwoliło to przez 15 lat budować narrację oczyszczającą Oleksego i piętnująca Milczanowskiego. Dopiero bowiem w 2010 roku Sąd Najwyższy całkowicie oczyszczając ministra spraw wewnętrznych orzekł, że na podstawie zgromadzonych informacji miał on podstawy do sformułowania oskarżeń wobec Oleksego. To jednak nie zakończyło “odkręcania” sprawy Oleksego w mediach.

Jak przebiegała zmiana medialnej narracji dotyczącej sprawy Oleksego widać najlepiej po tygodniku “Wprost”. W 1996 roku, i kilku następnych latach “Wprost”, było liderem w ujawnianiu informacji dotyczących sprawy Olina. Tygodnik opublikował kluczowe informacje dotyczące wyników działań służb kontrwywiadowczych dotyczących “Olina” oraz co niezwykle istotne “Kata” i “Minima”, dwóch pozostałych polityków będących w agenturalnej relacji ze służbami Federacji Rosyjskiej. Trzeba przyznać, że “Wprost” było przez wiele lat kluczowym medium zagrażającym nie tylko Józefowi Oleksemu i jego kontr-narracji “ofiary” ale również dwóm innym liderom formacji postkomunistycznej kryjącej się za pseudonimami “Kat” i “Minim”. Jeszcze w połowie poprzedniej dekady Józef Oleksy ostro krytykował tygodnik “Wprost” mówiąc, że zagraża on demokracji i pisze nieprawdę. “Wprost” był poważnym problem Oleksego przez wiele lat. Jeszcze w 2008 roku zdecydował się wytoczyć proces w związku z ujawnieniem taśm z jego rozmowy z Aleksandrem Guzowatym (słynne “umysł jak brzytwa”). Taśmy określał jako nielegalnie zdobyte a ich ujawnienie złamaniem zasad dziennikarstwa i demokracji.

Nagle nastąpiła całkowita zmiana zarówno w stanowisku “Wprost” wobec sprawy “Olina”, jak i Józefa Oleksego wobec “Wprost”. Zmiana ta nastąpiła wraz z przejęciem tygodnika przez grupę marketingową – PRorową kierowaną przez Michała Lisieckiego. Ten szczeciński biznesmen zbudował swoja pozycję dzięki współpracy z państwową firmą Polkomtel, operatora sieci GSM należącego wówczas do spółek skarbu państwa. Polkomtelem kierował Jarosław Pachowski, menadżer związany z SLD, powołany na to stanowisko przez rząd Leszka Millera (na marginesie sam Miller uczestniczył w zwrocie “moskiewskiej pożyczki” właśnie oficerowi wywiadu rosyjskiego Władymirowi Ałganowowi, sprawa została umorzona przez prokuratora Zbigniewa Goszczyńskiego a minister sprawiedliwości Jerzy Jaskiernia wstrzymał się z wniesieniem odwołania). Kiedy Michał Lisiecki przejął tygodnik “Wprost” przewodniczącym rady nadzorczej PMPG (firmy Lisieckiego będącej właścicielem tygodnika) został właśnie Jarosław Pachowski, który został również drugim po Lisieckim akcjonariuszem PMPG. Jak silne są związki między Pachowskim a Lisieckim oraz realna pozycja tego pierwszego może świadczyć fakt, że kiedy tygodnik przyznawał tytuł człowieka roku Donaldowi Tuskowi to właśnie Jarosław Pachowski był osobą wręczającą nagrodę.

Charakterystyczna jest również zmiana jaka miała miejsce w sprawie Olina w samym “Wprost”. Od momentu przejęcia przez tygodnika przez duet Lisiecki – Pachowski zaczęły ukazywać się liczne artykuły na temat sprawy Oleksego i lekko mówiąc wazeliniarskie wywiady z Oleksym mówiące, że afera z jego udziałem była skandalem z powodu “bezpodstawnych” oskarżeń wobec Oleksego. Od czasu przejęcia tygodnika na łamach ‘Wprost” Oleksy wielokrotnie bagatelizował rolę Ałganowa i krytykował oficerów polskich służb specjalnych odpowiedzialnych za zajmowanie się jego powiązaniami z oficerem FSB. Żadnych trudnych pytań, żadnej konfrontacji, żadnej dziennikarskiej dociekliwości zwyczajna promocja i budowa narracji “ofiary”.Równocześnie Oleksy zaczął gorąco bronić “Wprost” a kiedy tygodnik ujawnił taśmy nagrane u “Sowy i Przyjaciół” na antenie TVN oświadczył, że jest to tygodnik walczący o demokrację. Na marginesie warto dodać, że najważniejsze teksty w obronie Oleksego zostały opublikowane podczas kierowania tygodnikiem przez Sylwestra Latkowskiego, który w momencie wybuchu sprawy Oleksego i kilka następnych lat był osobą ukrywającą się przed polskim wymiarem sprawiedliwości w związku z wymuszeniami rozbójniczymi jakich dopuścił się przy wykorzystaniu przestępców sprowadzonych z dawnego ZSRR, co ciekawe Latkowski ukrywał się w Rosji. Po niedawnej śmierci Józefa Oleksego właściciel “Wprost” napisał w nekrologu, że żegna swojego “przyjaciela” i osobę, której wiele zawdzięcza. W ten sposób w ciągu dwóch dekad odbyło się “obrócenie” narracji dotyczącej Oleksego o 180 stopni.

Podsumowanie po 20 latach:

Józef Oleksy zmarł. Przed nim odszedł Konstanty Miodowicz. Milczanowski mimo oczyszczenia przez Sąd Najwyższy został “wymazany” ze sceny politycznej. Oleksy, mimo wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Milczanowskiego i wyroku w sprawie lustracji, został odznaczony i pochowany z honorami w obecności prezydenta Bronisława Komorowskiego. W mediach dominuje raczej “narracja” pozytywna. Władymir Ałganow został przewodniczącym Rady Dyrektorów RAO Rossija. Prokurator płk Stanisław Gorzkiewicz, który umorzył sprawę Oleksego bez wnoszenia aktu oskarżenia do sądu i zapoznał z całością akt jeszcze w czasie trwania śledztwa przeszedł na emeryturę w wysokości 19 tys zł (druga co do wielkości emerytura wojskowa w Polsce). Właścicielem “Wprost”, które atakowało Oleksego został biznesmen związany z SLD, partii jakiej Oleksy wierny był do końca. Medialna narracja w jego sprawie została w dużej mierze obrócona dzięki zaangażowaniu Michała Lisieckiego, który Oleksego postrzegał jako “przyjaciela”. Obaj kupili niewygodny tygodnik i doprowadzili do pojawiania się w nim korzystnych dla Oleksego i innych polityków znajdujących się w cieniu tamtej sprawy interpretacji wydarzeń. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że odbył się w Polsce proces jaki zmarły w 2005 roku pisarz Władymir Wołkow określał mianem “montażu”.