Grupa Medialnych Zwyrodnialców

“Ośmieleni” zachowaniem Latkowskiego polecamy uwadze wszystkich dwie historie.

Pierwsza. Andrius Eidukevičius, jeden z dawnych zbirów Latkowskiego, został w 2012 roku skazany za organizowanie sieci prostytucji na Litwie:

http://www.delfi.lt/news/daily/crime/viesbuciu-klientams-prostitutes-parupine-vyrai-pramogu-tures-ieskoti-uz-grotu.d?id=58318320

Druga. Niedawno VERNANDO KUEMMELE, niemiecki znajomy Sylwestra Latkowskiego opisał w wywiadzie związki Latkowskiego z handlem kobietami. Nic nam nie wiadomo aby Latkowski zaprzeczył a jego koledzy z redakcji kiedykolwiek poddali je dziennikarskiemu śledztwu. A chodzi tutaj o rzeczy dużo poważniejsze niż prywatne preferencje jednego z dziennikarzy.

Gdy dostał pan już pieniądze, przyszedł czas na zabawę?
Kiedy „się dogadali”, rozsunęły się drzwi, które dzieliły salę na dwie części, i zobaczyłem bogato zastawiony bufet z pełną gamą alkoholi. Skorzystałem z okazji, by się odprężyć. W drugiej części restauracji siedziało dużo młodych kobiet i Sylwester Latkowski zaproponował, żeby się „zabawić”. Niestety wypiłem zbyt dużo alkoholu, by skorzystać z jego propozycji. Dwie dziewczyny próbowały nawiązać ze mną bliższy kontakt. Obie miały po 20 lat, długie włosy i były szarmanckie. Jednocześnie zauważyłem, że ciągle komunikują się za moimi plecami z Latkowskim. Z tego powodu zrezygnowałem z nawiązania z nimi bliższej znajomości. Potem udaliśmy się na wypoczynek, ale już nie w hotelu, tylko – jak to oni nazywali – w mieszkaniu konspiracyjnym. Mieściło się na przedmieściach Wilna i miało jeden pokój, jak nasze mieszkania studenckie.

Jak dalej rozwijała się współpraca z Latkowskim i Szmytkowskim?
Jakiś czas później zapytali mnie, czy nie zaprowadziłbym jeszcze jednego auta na Litwę. Samochód ten przygotował Szmytkowski i razem udaliśmy się w kierunku Mikołajek. Tam postanowiłem skorzystać z wcześniejszej propozycji Latkowskiego, by – jak on to ujął – „zaspokoić swoje pragnienia”. Sylwester osobiście zaprowadził mnie do pokoju, w którym przebywały dziewczyny. Doznałem totalnego szoku. To były te same dwie dziewczyny, które widziałem w Wilnie. Jednak już nie tak ładne jak wtedy. Krótko ostrzyżone, prawie na „zapałkę”, sprawiały żałosne wrażenie, jakby zostały ukarane. Zrezygnowałem z „wieczoru”, zostawiłem im 100 marek i wyszedłem z pokoju.

Właściwie w jakich relacjach były one z Latkowskim?
Według mojej oceny znajdowały się pod ścisłą kontrolą.

Jego?
Z tego, co widziałem, tak. Stworzył mi takie wrażenie, że mogę dowolnie obejść się z tymi dziewczynami, a jeśli zechcę potraktować je jak swoją własność, to też by się nic nie stało. „Możesz je zabrać do Niemiec, rób z nimi, co chcesz” – to były jego słowa.”

W Polsce istnieje grupa medialnych zwyrodnialców bo jak inaczej nazwać ludzi, którzy stosują metody bliższe środowiskom przestępczym niż dziennikarskim. To rosyjska mafia działa takimi metodami, że kiedy chce skompromitować niewygodnego polityka lub dziennikarza to gromadzi kompromitujące haki dotyczące preferencji seksualnych. Bandyci robi to tez po to aby trzymać innych w strachu. Tą grupą w polskich mediach kieruje Sylwester Latkowski, człowiek skazany wielokrotnie: za wymuszenia rozbójnicze, przestępstwa finansowe i co istotne w wypadku mediów za fałszowanie dowodów i składanie fałszywych zawiadomień na swoje ofiary. Podkreślamy: za celowe i świadome wymyślanie i fałszowanie dowodów aby swoim ofiarom utrudnić dochodzenie do prawdy i zniszczyć ludzi, których atakował. Nie trudno zauważyć, że szokujące gangsterskie metody zostały przeniesione w świat mediów. Kierujący dzisiaj redakcją człowiek kiedyś sprowadzał bandytów ze Wschodu żeby wymuszać pieniądze i zastraszać swoje ofiary. Teraz jako redaktor naczelny “Wprost” zgromadził wokół siebie ekipę “dziennikarzy” zdolną do wszystkiego: grzebania w prywatnych rzeczach, wykorzystywania ludzkich skłonności seksualnych, wchodzenia do prywatnych pomieszczeń bez świadków aby zabrać obciążające ich ofiary haki. Nie ma to nic wspólnego z mediami i dziennikarskimi śledztwami. Tą ostatnią metodę Latkowski dopracował jeszcze jako bandyta: potrafił wejść do cudzego domu z wynajętymi bandytami i domagać się pieniędzy za nie istniejący dług. Dzisiaj grupa Latkowskiego dopadła kolejną ofiarę: człowieka, który w prywatnym mieszkaniu oddawał się prywatnym upodobaniom. Nie udowodnili mu niczego nagannego z zawodowego punktu widzenia: jako dziennikarz nie oszukał widzów, nie zmanipulował faktów, nie brał pieniędzy od sponsorów. Został zniszczony jako człowiek i dziennikarz bo w tygodniku “Wprost” opublikowano kilkadziesiąt zdjęć gadżetów erotycznych, które mają go skompromitować w oczach opinii publicznej sugerując, że należą do niego a tym samym wskazują na wstydliwe preferencje seksualne. Podkreślamy, że ich znalezienie i upublicznienie odpowiada człowiek skazany za fałszowanie dowodów przeciwko swoim ofiarom.

Pseudo-dziennikarze i ich wydawca Michał Lisiecki piszą o rzekomych naciskach i szantażach jakie wywierano na nich aby nie ujawniać prywatnych szczegółów z życia ich ofiary. Kto szantażował, kto wymuszał, kto ich straszył – nie wiadomo. Pomawianie innych o rzeczy jakie samemu się robi to element gry stosowany od zawsze przez herszta ich bandy. Wzięliśmy do ręki drukowany egzemplarz tego tygodnika a w nim zdjęcia dmuchanych lal i przedmiotów rzekomo należących do innego dziennikarza – człowieka. Nie ma znaczenia czy do dziennikarza czy do szatniarza – umieszczenie zdjęć sugerujących prywatne upodobania seksualne jest podłością. Tylko co to znaczy “podłość” w świecie mediów jeśli mówimy o zorganizowanej ekipie, której herszt nie miał problemu z napadaniem na ludzi, fabrykowaniem dowodów, współpracą z bandytami ze Wschodu a cały biznes zorganizowany jest tak aby utrzymywać w strachu wszystkich tych do których trafia oferta reklamowo-sponsorska tygodnika.

Dzisiaj jeden z “dziennikarzy” wyjaśnia, że nie interesuje go czy ktoś lubi chodzić “na smyczy” ale ważny jest fakt, że w opisywanej sprawie interweniowała policja. Jeszcze nie dawno ci sami dziennikarze uważali za skandal ujawnienie przez nas faktu, że ich szef został zatrzymany i był typowany przez policję do sprawy podwójnego morderstwa innego bandyty z jakim łączyły go wspólne rozliczenia. Wejście do czyjegoś mieszkania, przeglądanie jego rzeczy, ujawnienie jego prywatnych zachowań nie ma nic wspólnego z dziennikarstwem. Nie istnieje żadna rada etyki mediów, stowarzyszenia dziennikarskie ani kodeks jakiego należy przestrzegać. Medialne sumienie zostało wiele lat temu sprywatyzowane. Pozostała samoobrona przed bandytami.