Cyniczna gra „Wprost” o kasę

W ostatnim numerze „Wprost” ukazał się dwukolumnowy artykuł „Pieniądze spod ziemi” autorstwa Ewy Kowalskiej. Wielki tekst oznajmia, że zagraniczna inwestycja KGHM jest wspaniała, zacytujemy jedynie kilka laurkowych zwrotów zastosowanych przez „Wprost”: „pieniądze na pustyni”, „perła w koronie”, „platynowa victoria”, „złoto z Kanady” czy „świat należy do odważnych”. To wszystko cytaty z tekstu o KGHM autorstwa „Wprost”.

Publikacja w internecie nie jest podpisana przez żadnego dziennikarza. Podobnie jak przy innych pseudo dziennikarskich tekstach „Wprost” np. opisywanej przez nas sprawie publikacji o FoodCare autor występujący w wersji drukowanej to widmo. Nikt nie słyszał o dziennikarce Ewie Kowalskiej. W drukowanej wersji tekst opatrzony jest wzmianką: „Inwestycje zagraniczne raport „Wprost”. Dla czytelnika oczywista sprawa. Tygodnik „Wprost” zrobił raport dotyczący inwestycji zagranicznych dlatego napisał ciekawy tekst o czołowej inwestycji KGHM w Chile. Publikacja „Wprost” udaje tekst dziennikarski wręcz doskonale. Niestety tylko udaje.

Obrazek

Prawda jest taka, że jest to tekst napisany za pieniądze. Po prostu. Artykuł, który formą, treścią i layoutem ma oszukiwać czytelnika, że jest niezależną publikacją.

Po dwóch miesiącach od wielkiej nagonki „Wprost” na MDI za oficjalną i uczciwą współpracę z mediami we „Wprost” ukazuje się laurkowa publikacja nieistniejącego autora za pieniądze KGHM… o inwestycji KGHM. Trzy strony wcześniej ukazuje się dodatkowo całostronicowa reklama lubińskiego koncernu.

Wygenerowany przez „Wprost” artykuł „Pieniądze spod ziemi” zawiera tak jak każda rasowa praca dziennikarza wypowiedzi przedstawicieli KGHM. Przedstawiciele spółki wypowiadają się tak jak miejsce w kontaktach z „normalnymi” dziennikarzami. Pojawiają się oczywiste pytania. Jaki dziennikarz do nich dzwonił? Nie była to zapewne Ewa Kowalska z „Wprost” bo taki dziennikarz nie istnieje. Z materiałów informacyjnych Point Group wiemy jednak, ze takie teksty na zlecenie wykonują sami dziennikarze „Wprost”. Kto więc faktycznie napisał tekst o KGHM? Jeśli nie Kowalska to może sam Łazarewicz? Jeśli nie Łazarewicz to kto z redakcji „Wprost” rozmawiał z przedstawicielami KGHM?

A teraz pytania najważniejsze. Jak po olbrzymiej nagonce na KGHM i MDI jaką rozpętało „Wprost” doszło do takiej publikacji? Kto pierwszy skontaktował się w sprawie publikacji artykułu za pieniądze: KGHM z „Wprost” czy odwrotnie? A może wszystko zorganizowała jakaś nowa agencja PR, która ma przyzwolenie „Wprost” na generowanie i pozycjonowanie tekstów w tygodniku.

Ile pieniędzy otrzymał wydawca „Wprost” za tą publikację od spółki Skarbu Państwa?

Głośny tekst „MDI i media” w tygodniku „Wprost” autorstwa Cezarego Łazarewicza zarzucał MDI, że na zlecenie KGHM przekazywało mediom informacje dotyczące tej giełdowej firmy, głównie dotyczące inwestycji w Chile związanej z przejęciem kanadyjskiej Quadry. Zarówno ze strony mediów jak i MDI była to normalna i oficjalna współpraca zgodna z przyjętymi standardami. Łazarewicz mimo to uwikłał wielu dziennikarzy i znane redakcje w sugestie jakiś rzekomych nieprawidłowości. Posłużono się w tym celu raportem jaki MDI przygotowało w związku z przekazywanymi mediom informacjami dla KGHM. W raporcie MDI nie było żadnych nieprawidłowości w działalności MDI lub mediów ale Łazarewicz i „Wprost” uczyniło z tego sensację oburzając się na sam fakt działania firmy PR. Wielu dziennikarzy przyłączyło się ze „świętym oburzeniem” do nagonki kierowanej przez Łazarewicza.

Obrazek

Mówiliśmy to wielokrotnie ale warto przypomnieć. MDI nie płaciło za teksty żadnym redakcjom, żaden dziennikarz nie otrzymał od nas wynagrodzenia za swoje artykuły o KGHM, nikt nikogo nie nakłaniał do pisania nieprawdziwych informacji. Przeciwnie, dziennikarze uzyskiwali od MDI informacje, które mogli weryfikować, wszystkie zdyskredytowane wówczas przez Łazarewicza redakcje współpracowały z nami na uczciwych zasadach. Tymczasem „Wprost” poświęciło wiele energii aby skompromitować MDI.

Czy coś w tym złego, że KGHM współpracował z MDI, które przekazywało mediom informacje? Nic. Czy miały miejsce jakiekolwiek nieprawidłowości w relacji MDI – media? Nie. Czy MDI płaciło za teksty? Nie. Łazarewicz we „Wprost” zrobił sensację z wzorcowo prowadzonej współpracy giełdowej firmy i agencji PR z mediami. Po co więc była cała ta akcja?

Minęły dwa miesiące i pojawiła się odpowiedz. W naszej ocenie w całej nagonce „Wprost” zrealizowanej przez Łazarewicza przeciwko MDI od początku chodziło o to aby wyeliminować firmę jaka przeszkadzała wydawcy „Wprost” w prowadzeniu interesów. Po co zamieszczać obiektywne teksty na podstawie profesjonalnych informacji przekazywanych przez MDI dziennikarzom skoro można samodzielnie brać pieniądze za pseudo artykuły?

Czekamy na opublikowanie przez Łazarewicza we „Wprost” raportu i faktur dla KGHM z wykonanych prac związanych z publikacją tekstu „Pieniądze spod ziemi” przez „Wprost”.