Łazarewicz i FoodCare

Cezary Łazarewicz pisze nieprawdę w swoim wczorajszym oświadczeniu. Doprowadził do spotkania z Firmą FoodCare. Pojawił się na nim nie jako dziennikarz „Polityki” ale osoba współpracująca z Pawłem Kwaśniewskim, właścicielem firmy PR. Uczestniczył w spotkaniu, którego celem było jednoznacznie doprowadzenie do zawarcia kontraktu na działania PR. Oczywiście, że formalnie umowę miała podpisać firma ToTamTo należąca do kolegi Łazarewicza ponieważ sam był w tym czasie dziennikarzem.

Wsiedli razem do pociągu, przejechali pół Polski i wspólnie z kolegą PR-owcem wzięli udział w spotkaniu z Wiesławem Włodarskim, prezesem i właścicielem, oraz pracownikami FoodCare. Po spotkaniu Paweł Kwaśniewski wysłał e-mail w jakim uszczegóławia zasady współpracy, prosi o informacje dotyczące strategii poszczególnych marek, opisuje tryb dalszej komunikacji dotyczący przekazywania szczegółów współpracy oparty o zaszyfrowane informacje do jakich będzie miał dostęp tylko Wiesław Włodarski za pośrednictwem kodów wysyłanych sms-em. 

Korespondencja Pawła Kwaśniewskiego odnosi się do spotkania w jakim bierze udział wspólnie z Cezarym Łazarewiczem, jednoznacznie określa jego udział w sprawie i pisana jest w liczbie mnogiej. 

Poniżej prezentujemy maila w tej sprawie przesłanego do Wiesława Włodarskiego:

Obrazek

We wczorajszym oświadczeniu Cezary Łazarewicz oburza się na określenie go mianem współpracownika Pawła Kwaśniewskiego. Kim więc był Łazarewicz załatwiając kontakt z FoodCare i biorąc udział w spotkaniach? Współpracownikiem, wspólnikiem w interesach, partnerem biznesowym no bo nie dziennikarzem, który zamierza napisać sensacyjny tekst? Z tego co sam o sobie pisze można odnieść wrażenie, że był kimś w rodzaju niezależnego obserwatora ONZ. Chce nasz przekonać, że siedział z właścicielami FoodCare i ToTamTo jako niezależny, krytyczny wobec PR-owców, dziennikarz. Jakoś nie przeczytaliśmy tekstów Łazarewicza o wstrząsających relacjach PR i media, ofertach składanych firmom przez PR-owców i powoływaniu się na relacje z mediami. Przecież mógł opisać to z pierwszej ręki bo sam uczestniczył w takich rozmowach. Kpiną są jego tłumaczenia, że tylko „kontaktował” ze sobą ludzi. 

Cezary Łazarewicz broni się, że FoodCare nie zapłacił za zaproponowane działania. A gdyby zapłacił to zmieniałoby to sytuację? Łazarewicz odszedłby z „Polityki” i został wspólnikiem w ToTamTo? Robił to wszystko charytatywnie nie oczekując wynagrodzenia, nie chciał „trzepać kasy” na zleceniach PR jak zwykł pisać o działaniach MDI? 

Tymczasem Cezary Łazarewicz wprowadza w błąd czytelników „Wprost”. W ubiegłym tygodniu opublikował artykuł dotyczący Dariusza Michalczewskiego stawiający go w bardzo niekorzystnym świetle. Czytelnicy nie mieli pojęcia, że autor był w tak bliskich relacjach z firmą FoodCare, że może jej rekomendować zaprzyjaźnionego PR-owca. Nie napisał, że uczestniczył w spotkaniach dotyczących strategii działań PR dla koncernu FoodCare, brał udział w negocjacjach biznesowych z Wiesławem Włodarskim.

Można odnieść wrażenie, aż mamy do czynienia z dwoma osobami. Pierwszy Cezary Łazarewicz to pryncypialny dziennikarz jakiego oburzają nawet normalne relacje PR z mediami, przekazywanie zwyczajnych wiadomości od klientów, uważający, że nie można posługiwać się nazwami redakcji albo nazwiskami dziennikarzy bez ich zgody w ofertach PR.

Drugi Cezary Łazarewicz to dziennikarz, który organizuje spotkanie dla kolegi PR-owca z firmą w jakiej ma kontakty, bierze udział w spotkaniach na jakich omawiane są działania, uczestniczy w rozmowach o tym jak i gdzie mają się ukazywać publikacje korzystne dla FoodCare, opisuje we „Wprost” przeciwnika biznesowego firmy z jaką pozostawał w dobrych relacjach. 

Z oświadczenia Łazarewicza wynika, że dobre relacje zachował do dzisiaj ponieważ zaniepokojeni pracownicy firmy FoodCare dzwonią do niego i informują o rozmowie z nami natychmiast po fakcie takiej rozmowy. Jakie trzeba mieć zaufanie do przecież śledczego dziennikarza aby informować go, że ktoś jest na tropie jego działań?