Latkowski vs Giertych

Sylwester Latkowski pisze dzisiaj o rzekomych groźbach jakie pod jego adresem składał mec Roman Giertych. Metoda Latkowskiego i zgromadzonej pod jego skrzydłami dziennikarskiej ferajny polega na tym, że ludzi których atakuje równocześnie pomawia o rzekome groźby lub szantaże. Dzisiaj mamy tego przykład w wypadku Romana Giertycha. Wraz z publikacją na jego temat pojawia się komentarz Latkowskiego o rzekomych groźbach pod adresem redaktora naczelnego „Wprost”.

„ Zamiast argumentów usłyszeliśmy groźby” – pisze dziś Latkowski.

W wykonaniu Latkowskiego możemy mówić o świadomym rzucaniu takich pomówień celem utrudnienia i uniemożliwienia jego ofiarom obrony. Metodą tą posługuje się od lat.

Już w czasach jego kryminalnej przeszłości opanował tą metodę do perfekcji. Kiedy prowadził wymuszenia wraz z grupą sprowadzonych przez siebie bandytów z terenu dawnego ZSRR składał doniesienia na swoje ofiary. Potrafił zastraszać i znęcać się nad ludźmi równocześnie informując organy ścigania, że sam był ich ofiarą. Fałszował przy tym dokumenty aby uzasadnić swoje obawy. Niestety sąd nie dał się nabrać i za składanie fałszywych doniesień o nie istniejących przestępcach przeciwko swoim ofiarom skazał Sylwestra Latkowskiego na 10 miesięcy.

Już jako dziennikarz wielokrotnie posługiwał się mechanizmem, w którym atakując kogoś (celowo nie piszemy „ujawniając” bo Latkowski nigdy żadnej ważnej sprawy nie ujawnił) od razu rzuca na opisywaną osobę najcięższe pomówienia. Jego zarzuty są nieprawdziwe ale zapewniają mu bezkarność i ochronę przed ewentualnymi tłumaczeniami opisywanych osób.

„Straszono mnie” – ogłosił publicznie Latkowski komentując jeden ze swoich „filmów” jakie miały rzekomo coś ujawnić. Na marginesie film nigdy nie został wyemitowany ale i tak spowodował „groźby” po adresem nieustraszonego Latkowskiego.

Kiedy Latkowski opisywał sprawę zabójstwa Marka Papały to robił wszystko aby zamiast wyjaśnić sprawę skierować ją w stronę uwikłania rodziny zastrzelonego generała  z powodu jego rzekomych skłonności do narkotyków i homoseksualizmu. Latkowski od razu krzyczał, że w związku z ujawnionymi sprawami będzie obiektem: ataków, pomówień i gróźb.

„Praca nad filmem i książką o zabójstwie komendanta policji generała Mara Papały to natrafianie na każdym kroku na przeszkody, „dobre rady”, które mają mnie zniechęcić, zawoalowane mniej lub bardziej groźby, kłamstwa, manipulacje, przemilczenia.” – pisze Latkowski.

„…będą próbowali mnie zniszczyć, skompromitować…” – pisze o sobie Latkowski w sprawie rzekomych ataków przez osoby jakich interesy według niego miał ujawnić w książce o Papale.

Warto przypomnieć, że w opinii prokuratora Jerzego Mierzejewskiego w swojej książce Sylwester Latkowski nie tylko nikogo nie ujawnił ale celowo dezinformował i starał się odwrócić uwagę śledczych od kontrowersyjnego biznesmena Mazura, który czekał na ekstradycję.

W związku z tekstem napisanym wraz z Michałem Majewskim pisze: „Nie damy się zastraszyć”. Kiedy opisywany trójmiejski biznesmen zapowiedział skierowanie sprawy do sądu spotkał się z komentarzem Latkowskiego: „odczytuję to jako próbę zastraszenia reporterów”.

W ciągu ostatnich kilku lat Latkowski wielokrotnie alarmował opinię publiczną o „złych” ludziach jacy zagrażają jego osobie. Burmistrz Włoszczowy Bartłomiej Dorywalski rzekomo „zagroził” Latkowskiemu. Natomiast senator Platformy Obywatelskiej ze Skarżysko-Kamienna rzekomo „straszy” Latkowskiego. Jest jeszcze wiele innych najczęściej skrzywdzonych przez Latkowskiego osób jakie miały mu „grozić”.

Znany ten mechanizm też z własnego doświadczenia. Kiedy Sylwester Latkowski wraz z Cezarym Łazarewiczem urządził nagonkę na MDI staraliśmy się wyjaśnić sprawę, ponieważ wyjaśnienia nie przynosiły rezultatu zapowiedzieliśmy skierowanie sprawy do sądu. Natychmiast przeczytaliśmy o sobie, że  „groziliśmy” i „szantażowaliśmy”.

Obaj należymy do osób, które mają problem z postraszeniem dziecka w Helloween a co dopiero z czynami jakie zarzucił nam Sylwester Latkowski. W obliczu takich pomówień skierowaliśmy sprawę przeciwko niemu i Cezaremu Łazarewiczowi do sądu. Robi tak każdy normalny obywatel który w swoi  życiu nie posługuje się „groźbami” lub „szantażem”.

Na co liczy Latkowski i jego ferajna rzucając takie pomówienia i sugerując , że ktoś im „groził” lub „szantażował”? Po pierwsze utrudniają ofiarom swoich dziennikarskich ataków wyjaśnienie sprawy. Nikt nie słucha lub obawia się słuchać ludzi jacy mieli „grozić” dziennikarzowi. Po drugie dezawuuje opisywane osoby w oczach opinii publicznej. Po trzecie zawsze natrafi na pożytecznych idiotów, konkurencję lub ludzi zawistnych, którzy bezrefleksyjnie powtórzą dalej jego argumenty niczym pudła rezonansowe. W naszym wypadku też tak było nieprawdziwe zarzuty pod naszym adresem powtarzali bezrefleksyjnie np Andrzej Skworz z „Press” czy Rafał Szymczak z konkurencyjnej firmy Profile. Tym samym Latkowski osiągnął swój cel.

Dzisiaj Sylwester Latkowski ponownie sięga po broń pisząc o „groźbach” tym razem od mec Romana Giertycha.

Ponownie grupa rzekomo pilnujących porządku dziennikarskich „szeryfów” jaką stworzył we „Wprost” Sylwester Latkowski głośno krzyczy, że „nie ulega szantażowi” i „nie daje się zastraszyć”.

Przychodzą na myśl słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego:

„Najtrudniej rozpoznać bandytę gdy dookoła są sami szeryfi”.