Sylwester Latkowski podejrzewany o morderstwo. Prokuratura wznawia śledztwo

Sylwester Latkowski, redaktor naczelny tygodnika „Wprost”, sam o sobie mówi, że jest dziennikarzem, filmowcem, producentem muzycznym i pisarzem. Jest w stałym kontakcie z prokuratorami, policjantami i kolejnymi ministrami sprawiedliwości. Komentuje, opisuje i wypowiada się jako ekspert w sprawie przestępczości zorganizowanej i niewyjaśnionych zabójstw. Realizuje książki i filmy dokumentalne poświęcone polskiej mafii. Zajmował się świadkami koronnymi w kluczowych procesach mafii, opisywał kulisy zabójstwa gen Papały i Olewnika. Często podkreśla, że z powodu swojej działalności zostanie „zaatakowany” lub ktoś będzie starał się go skompromitować. O swoich związkach ze światem przestępczym i wyroku sądowym jaki zapadł w związku z tym mówił niechętnie, najobszerniej w wywiadzie dla „Playboya”:

Dziś nie miałbym nawet tego zarzutu. Niby nastraszyłem ludzi upominając się o pieniądze. A może to nie były moje pieniądze? A może chodziło o ludzi, wcale nie Bogu ducha winnych? A może to wszystko było inaczej? A może mam dowody, że próbowano zrobić ze mnie świadka inkognito? Nieważne. Wtedy zdecydowałem, że pewne wartości dla mnie nie istnieją i za to należała mi się kara. Czy słusznie mnie osądzili, to jest inna sprawa. Nie narzekam. (…) Byłem głupi. Nie robi się interesów z politykami. Nie przyszło mi do głowy, że mnie tak załatwią. Nie miałem świadomości tego, w co się bawię. Być może za długo mieszkałem koło cyrku (śmiech). Nie chcę o tym mówić. Powtórzę tylko: słusznie oberwałem. Siedziałem za niewinność, bo mnie wrobiono, ale kryminał i tak mi się należał. Dzisiaj bym za tamto nie siedział.

Nikt nigdy publicznie nie wyjaśnił jakie faktycznie były powody dla których trafił do więzienia i co łączyło go ze światem przestępczym. Latkowski od lat skutecznie stosuje taktykę bagatelizowania i rozmywania faktów; podaje różne, czasami sprzeczne, wersje wydarzeń odbiegające od ich faktycznego przebiegu lub po prostu kłamie.

Fakty na temat Latkowskiego

24 maja 1999 roku Sąd Rejonowy wydał wyrok na Sylwestra Latkowskiego za to, że „działając wspólnie i w porozumieniu z Gracjanem Szmytkowskim, Jackiem Górskim, Kestulisem Norejko i innymi osobami w celu osiągnięcia korzyści majątkowej po uprzednim zagrożeniu uszkodzenia ciała i zabójstwem oraz użycia siły fizycznej” wymusili na dwóch mieszkańcach Gorzowa Wielkopolskiego znaczne sumy pieniędzy.

W uzasadnieniu aktu oskarżenia prokurator pisze: „Sylwester Latkowski stał na czele struktury noszącej cechy zorganizowanej grupy przestępczej. Świadczy o tym np. wydawanie Litwinom poleceń bicia pokrzywdzonych, a także przekazywanie pozostałym innych dyspozycji, m.in. zajęcia miejsca w aucie czy wskazówek dla kierowcy pojazdu. Dowodem na to, że Latkowski kierował strukturą o cechach zorganizowanej grupy przestępczej jest także wynajęcie Litwinów, których przywiózł osobiście z Wilna.”

Latkowski nie działał sam. Jak jednoznacznie stwierdza sąd i zeznania licznych świadków kierował grupą dawnych obywateli ZSRR wydając im polecenia bicia, straszenia, znęcania się nad ludźmi od których wymuszano pieniądze. Aby zrozumieć, że nie mamy do czynienia z sugerowaną przez Latkowskiego sytuacją w której jest on niewinna osobą skazaną za to za co „dzisiaj by już nie siedział” warto zacytować też kilka fragmentów aktu oskarżenia i i zeznań świadków:

„na znak dany przez Sylwestra Latkowskiego uderzył pokrzywdzonego pięścią w głowę a drugą ręką chwycił go za kark” 

„… Litwini zaatakowali Mirosław Tłoczyńskiego uderzając go pięściami po żebrach. Po wyjściu na zewnątrz klatki schodowej pokrzywdzony został uderzony przez Kestutiusa Noreikę pięścią w nerki tak, że upadł na kolana. Wówczas Mirosław  Tłoczyńskie poprosił Sylwestra Latkowskiego aby powstrzymał Litwinów od dalszego bicia.”

„Sławomir Szewczuk i Mirosław Tłoczyńskiego byli straszeni przez oskarżonego (…) iż w przypadku nie załatwienia pieniędzy będą wywiezieni do lasu.”

świadkowie zeznali, że Latkowski polecił Litwinom „aby pilnowali pokrzywdzonych i zezwolił na stosowanie wobec nich siły fizycznej.”

„Litwini używali wobec nich siły fizycznej w postaci bicia pięściami po głowie i żebrach”

Bicie, straszenie, znęcani się, niszczenie mieszkania, cięcie nożami mebli trwało aż do rana.

Jeden z pokrzywdzonych zeznaje „Czułem się zagrożony ze stron Rosjan, Latkowskiego i Szpytkowskiego. Rosjanin powiedział mi, że może mi obciąć ucho, podciąć palec, wszystko. Zależy co powie Latkowski i każe mu zrobić. Powiedział, że jeżeli ja mu zapłacę, to on to samo może zrobić na moje polecenie. Odczułem, że Rosjanie są płatnymi zbirami zdolnymi do wszystkiego. Groźby były konkretne, że jak nie dam pieniędzy, to wywiozą mnie do lasu.”

Latkowski był szefem. Sam jeździ do Wilna i zatrudnia przestępców. Następnie przy ich pomocy prowadzi egzekucje długów, prawdziwych lub fikcyjnych. Jeden ze świadków opisuje mechanizm działania Latkowskiego tak:

„Latkowski mówił mi w samochodzie, że nic nie mam się martwić. On się wszystkim zajmie. I pokieruje Litwinami tak, że odzyskamy swoje pieniądze. Do mieszkania Nowaka poszliśmy wszyscy. Przypominam sobie, że aby zrobić wrażenie, zaraz przy wejściu Litwini odepchnęli Nowaka od drzwi.”

Tak jak w filmie „Dług” kwoty jakie odzyskuje Latkowski od swoich ofiar są powiększane o „koszta” sprowadzenia Litwinów.

Reasumując. Sylwester Latkowski wbrew temu co twierdzi obecnie nie był ofiarą jakiś prywatnych rozrachunków. Jego przewinienia nie były przypadkowym incydentem. Nie był też zwyczajnym „żołnierzem”. To on planował i wydawał polecenia gangsterom. Nie wahał się atakować nie tylko zwyczajnych ludzi ale też ludzi ze świata złodziei samochodów, też mocno osadzonych w półświatku przestępczym.

Waldemar Suliga, zwany w szczecińskim świcie przestępczym „Dużym Jasiem” jest kluczem do zrozumienia roli i pozycji jaką w świecie zorganizowanej przestępczości lat 90 zajął Latkowski. Tygodnik „Wprost” tak opisywał Suligę w maju 1999 roku:

W kręgach szczecińskiego półświatka uchodził za faceta o mocnych nerwach i mocnej pięści. Wysoki, masywny i sprytny. 

  • Waldek działał w zorganizowanej grupie, ale bardzo szybko próbował się usamodzielnić – mówi prawnik znający kulisy jego interesów. – Miał wspólników, jednak przestał się z nimi liczyć. Omijał Warszawę i sprzedawał samochody na własną rękę. Oszukiwał także klientów – sprzedawał im towar, a po kilku tygodniach szantażował: „Kupiłeś kradziony, więc albo dorzucasz tysiąc dolarów za milczenie, albo policja się dowie, że jeździsz na przebitych numerach”.

Relacje Latkowskiego z Suligą

Z zeznań sądowych wynika, że Waldemara Suligę z Sylwestrem Latkowskim łączyły wspólne interesy samochodowe. Suliga działa na terenie Szczecina, dokąd trafiały kradzione w Niemczech samochody, tam od niego przejmuje je kurier, który zawoził je Latkowskiemu do Wilna.

Latem 1993 Waldemar Suliga płaci 5 tys marek za samochód Mirosławowi Tłoczyńskiemu i Andrzejowi Nowakowi, dwóm mieszkańcom Gorzowa. Kwota ta nie odpowiada ówczesnej wartości samochodu. Na trasie ówczesnych handlarzy samochodów Polska jest jedynie przystankiem. Suliga wynajmuje do przewiezienia samochodu Gracjana Szmytkowskiego, który jak wynika z akt zajmował się handlem kradzionymi samochodami. Kilka dni później straż graniczna na przejściu z Litwą zatrzymuje samochód razem z kierowcą Gracjanem Szmytkowskiem. Okazuje się, żee samochód został ukradziony w Berlinie. Waldemar Suliga, nabywca samochodu, jedzie więc do Gorzowa i przekazuje ludziom którym zapłacił, że mają mu oddać cała kwotę plus 1 tys USD za adwokatów. Obaj oddają całą kwotę tydzień później. Sprawa jednak się nie kończy. Do Andrzeja Nowaka dociera informacja, że są dalsze rozliczenia i w tej sprawie ma zadzwonić do nieznanego im mężczyzny w Elblągu. Mirosław Tłoczyński dzwoni pod wskazany numer i informuje, że oddał już cała kwotę wraz z odszkodowaniem Waldemarowi Sulidze. Dowiaduje się jednak, że w dalszym ciągu jest winien tym razem kwotę dwukrotnie wyższą… 10 tys marek. Zdecydowanie odmawia zapłacenia kwoty. Człowiek w Elblągu, z którym rozmawia telefonicznie to Sylwester Latkowski. Kim jest wówczas Sylwester Latkowski? Dlaczego domaga się on zapłacenia pieniędzy w sprawie samochodu, którego ani nie kupował ani nie sprzedawał? Latkowski twierdził, że poniósł koszta związane z zatrzymaniem na granicy samochodu i wypuszczeniem z aresztu Szmytkowskiego, kuriera który prowadził feralny samochód.

Po odmowie zapłacenia Latkowski jedzie na Litwę. Po kilku dniach pojawia się w Gorzowie w towarzystwie trzech Litwinów wynajętych do egzekucji długów. Dołącza do nich Gracjan Szmytkowski, kierowca zatrzymanego samochodu, który wychodzi z aresztu dzięki kaucji sfinansowanej przez Latkowskiego. 15 października  1993 roku pojawiają się w mieszkaniu u rodziców Mirosław Tłoczyńskiego w Gorzowie. Zabierają go z mieszkania. Biją. Wymuszają zebranie u rodziny i znajomych kwoty 10 tys marek. Przy okazji rabują kosztowności. Latkowski bierze dodatkowo weksle na 200 mln ówczesnych złotych.

Latkowski jest przygotowany na wszystkie ewentualności i postępuje bardzo przebiegle. Świadczy o tym to, że mimo oddania całej kwoty wraz z wekslami wymusza podpisanie in blanco trzech czystych kartek. Latkowski mówi wprost, że jest to zabezpieczenie na wypadek gdyby chcieli pójść na policję. Po odzyskaniu całej kwoty Latkowski i jego towarzysze opuszczają Gorzów. Kilkukrotnie  jednak wracają domagając się kolejnych pieniędzy. Ostatni znany pobyt grupy Latkowskiego w Gorzowie miał miejsce 2-3 listopada 1993 roku. Obsługa hotelu w swoich zeznaniach opisuje Latkowskiego jako „szefa grupy”. Następnego dnia Mirosław Tłoczyński składa doniesienie do prokuratury o wymuszenie rozbójnicze. Policja zaczyna pracę. Latkowski dowiaduje się o tym, że jego ofiara złożyła zawiadomienie o wymuszeniu rozbójniczym. Dwa dni po złożeniu zawiadomienia o przestępstwie decyduje się na kontratak. Sam składa doniesienie o rzekomym popełnieniu przestępstwa wyłudzenia 20 tys marek przez…. Mirosława Tłoczyńskiego i Sławomira Szewczuka. Posługuje się przy tym kartkami in blanco, których podpisanie wymusił przy pomocy Litwinów. Na kartkach tych Latkowski spisuje rzekomą umowę dostarczenia czterech samochodów za łączną kwotę 24,5 tys marek.   Latkowski w sporządzonych dokumentach stwierdza, że wpłacił już 20 tys marek zaliczki.  Tym działaniem Latkowski skutecznie wprowadza zamieszanie w działania policji i prokuratury. Nie wiadomo było kto jest ofiarą a kto przestępcą. Ta strategia pomogła mu uniknąć zatrzymania.

Podsumowując dotychczasowe fakty. Latkowski i jego żołnierze prowadzą w Gorzowie wymuszenia za samochód nabyty przez Waldemara Suligę od 15 października do co najmniej 3 listopada. Suliga co prawda całą kwotę uzyskał ale Latkowski domagał się dodatkowych sum tytułem kosztów. Latkowski i kompani meldują się w hotelu w Gorzowie 2-3 listopada 1993 roku. Następnego dnia   po ponownym pojawieniu się Latkowskiego w mieście ofiary składają doniesienie do prokuratury. Latkowski wie, że nie uzyska już żadnych dodatkowych pieniędzy od gorzowian, którzy dostarczyli samochód Sulidze, bo sprawą interesuje się prokuratura. 6 listopada Latkowski składa fałszywe doniesienie na własne ofiary.

W dniu 6 listopada policja nie wie kto jest rzeczywiście ofiarą a kto przestępcą w sprawie wymuszeń rozbójniczych w Gorzowie. Ten fakt jest kluczowy dla dalszych wypadków.

W nocy z 7 na 8 listopada 1993 roku brutalnie zabici zostają Waldemar Suliga i jego narzeczona Agnieszka Sagan.

Następnego dnia „jako podejrzani do sprawy podwójnego zabójstwa” policja zatrzymuje Sylwestra Latkowskiego i współpracującego z nim Gracjana Szmytkowskiego.

Dlaczego policja zatrzymuje Latkowskiego i Szmytkowskiego?

Akta śledztwa w sprawie podwójnego morderstwa w Szczecinie nie są dostępne jednak po 20 latach z różnych źródeł można zrekonstruować co mogło się wydarzyć:

„Waldemar Suliga wkrótce przed śmiercią zgłosił się na policję w Szczecinie twierdząc, że ktoś mu grozi. Przyznaje, że oszukał wspólników nie płacąc im za BMW”. (fragment wspomnień przyjaciółki zamordowanej Agnieszki Sagan zamieszony w artykule „Fatalne zauroczenie”).

Z zeznań Gracjana Szmytkowskiego, kuriera, złożonych przed sądem wiemy, że Suligę i Latkowskiego „łączyły wspólne interesy samochodowe”. Potwierdzeniem tego jest fakt, że kradziony samochód i jego kierowca wysłany przez Suligę do Wilna w momencie „wpadki” jest przedmiotem działań Latkowskiego.

W aktach procesowych jakie powstały pózniej można odnaleźć również inne źródła łączące Latkowskiego i Suligę oraz informacje o planach rozliczenia się przez Latkowskiego z „dłużnikiem w Szczecinie”:

1) Kęstutis Noreiko, jeden z Litwinów Latkowskiego, zeznał, że podsłuchał rozmowę między Latkowskim a inną osobą dłużnika ze Szczecina nie ma w domu w związku z czym pojadą od razu do Gorzowa. Zorientował się też wtedy, że Latkowski jest też szefem który będzie wszystkim kierował”.

  1. Litwini zatrudniani w Wilnie byli informowani przez Latkowskiego o „dwóch dłużnikach w Gorzowie i Szczecinie”. 
  2. jeden z pokrzywdzonych zeznał w śledztwie, że w dniu 18 listopada 1993 r.  rozmawiał z żoną jednego z uczestników wydarzeń będącego blisko Suligi i Latkowskiego,  która powiedziała, że „zabity miał na imię Janek i jego dziewczyna też zginęła. Gdy zapytałem, czy zrobił to Sylwek (miałem na myśli Latkowskiego), ona odpowiedziała, że nie wie. I że Jasiu miał różne powiązania. A ta zabita dziewczyna miała złamany kręgosłup i strzał w usta.”. 
  3. Protokół przesłuchania świadka Sławomira Szewczuka, 16 grudnia 1993 r,  stwierdza: „Latkowski, Szmytkowski i Górski rozmawiali ze sobą, że muszą wracać do Szczecina, bo ma przyjechać druga grupa „Ruskich”, a ta obecna wraca do siebie. Gdy Latkowski był w banku PKO, to Szmytkowski pokazał mi numer „Polityki”, gdzie był artykuł pt. „Nieuchwytni”  i powiedział, że to o nich. Przeczytałem na jego polecenie tekst”. We wspomnianym artykule „Polityki” mowa jest o tym, że już wówczas, w 1992 roku, Latkowski działał wraz z „trójką agresywnych goryli”. Metoda Latkowskiego polega na oskarżaniu ludzi, którym nie zapłacił za zamówione towary i którzy wcześnie sami oskarżyli go o nie zapłacenie za zamówione proszki do prania. „Polityka” interweniuje dlatego, że ewidentne są związki Latkowskiego z lokalną policją. „Panowie O. i L. (Latkowski) są tak silni, że żadna skarga w tym mieście przez nikogo nie zostanie rozpatrzona”. Dziennikarz „Polityki” opisuje, że ludzie, którzy chcieli odzyskać pieniądze uzyskali tylko informacje, że „jeśli przyjadą do Elbląga i zaczną mącić to żywi z miasta nie wyjadą.” Latkowski złożył wówczas kontr doniesienie o tym, że „ma zostać zamordowany” przez ludzi którym nie oddał pieniędzy. Metoda oskarżania pokrzywdzonych została przez niego zastosowana również przy sprawie Gorzowskiej.
  4. Latkowski prowadził wówczas działania na terenie Szczecina i Gorzowa. Potwierdza to m.in rozmowa jaką odbył Latkowski z właścicielem salonu samochodowego Volkswagena. Poniżej fragment stenogramu z przywołanego wyżej nagrania na taśmie magnetofonowej: [Latkowski]: „(…) Chodzi mi teraz wyłącznie, że oddasz mi za to pieniądze. Nie chciałeś oddać rzeczy, oddasz za to pieniądze (…) To co miałeś to po prostu zostało wyssane z palca. Łącznie z tym mogę ci powiedzieć, że jeszcze dodatkowe tysiąc dolarów, które zapomniałeś o tym, że było oddane z depozytu i płacone za wszystko gotówkami. Nawet to jeszcze jakoś przyjąłem, że prawie tysiąc dolarów miałeś wywalonych normalnie z depozytu i rachunkiem hotelowym, bo było płacone lotnisko, były dawane pieniądze z włamań (…) nie chciałeś oddać tego. Pograłeś sobie w sposób bezczelny, rozumiesz (…) łącznie z tym, że powinieneś spłacać ty Jasia (Waldemar Suliga– przyp. wł.) tak samo, a nie tylko ja w tym momencie (…) Trzeba było być i odebrać pieniądze. A ja po prostu rozumiesz chrzanię. Każdego rozliczam od Gorzowa, wszędzie przyjadę, po Szczecin”.

Natychmiast po aresztowaniu Latkowskiego policja wysyła telegram do Gorzowa pytając czy prokuratura wystawi areszt tymczasowy za przestępstwa popełnione w Gorzowie. Zastępca komendanta policji w Szczecinie pyta wprost jak „mocny” jest materiał w związku ze sprawą Gorzowską aby móc zatrzymać pod tym pretekstem Latkowskiego. Tymczasem w Gorzowie w skutek podstępu Latkowskiego mamy dwa zawiadomienia o przestępstwie całkowicie przeciwstawne. W tej sytuacji policja wypuszcza z aresztu Szmytkowskiego. Po 48 godzinach, czyli maksimum tego co może zrobić policja bez postawienia zarzutów, również Latkowskiego.

Następnym krokiem Sylwestra Latkowskiego jest ucieczka z Polski. Znika na blisko 5 lat.

Gdzie w tym czasie przebywał Latkowski dokładnie nie wiadomo. Pojawiają się nazwy różnych krajów. Sam Latkowski podaje, w jednym ze źródeł, że był na Białorusi, w innym że Rosja. W jednym z pism podróżniczych jakim udzielił wywiadu Sylwester Latkowski mówi:

Podróż w jakie miejsce zapadła Panu najbardziej w pamięć? Dlaczego?

Zima. Początek lat dziewięćdziesiątych. Podróż z Niemiec przez Skandynawię do Rosji, Petersburga. Na kanwie tej podróży napisałem powieść „Wozacy”. Dlaczego? Byłem wtedy uciekinierem. To była trasa mojej ucieczki.

Przed czym ucieka Sylwester Latkowski? Czego trzeba się bać aby w roku 1993, kiedy na Wschodzie zorganizowana przestępczość jest na absolutnym szczycie, szukać schronienia w Rosji?

Jak otrzymuje wizy i przekracza granice będąc poszukiwanym dwoma listmi gończymi? Z kim współpracuje? Z czego w Rosji żyje i czym się zajmuje Latkowski przez kilka lat?

Trochę światła rzuca na okres pobytu na Wschodzie „powieść” Latkowskiego pt „Wozacy”. Główny bohater tej dokumentalnej powieści przypomina samego autora. Znajdują się w niej również wątki brutalnego morderstwa na kobiecie i mężczyźnie przypominających opisami zabójstwo Waldemara Suligi i Agnieszki Sagan. W książce przykuwają uwagę opisy silnych obaw głównego bohatera przed karą śmierci.

Kara śmierci zostaje w Polsce zniesiona w roku 1998.

Za Latkowskim został wydany list gończy w sprawach dotyczących wydarzeń w Gorzowie. Drugi list gończy policja wystawiła za inne przestępstwa popełnione w związku z przywłaszczeniem mienia spółki „Maria Bland”. W latach kiedy Latkowski ukrywał się za granicą w Polsce sprawy członków jego grupy toczą się bez udziału jej szefa.

W lutym 1994 roku Kestutis Noreiko i Jacek Górski, działający w grupie kierowanej przez Latkowskiego, zostają skazani za wymuszenia rozbójnicze.

Sprawa podwójnego morderstwa zostaje umorzona w sierpniu 1994 z powodu niewykrycia sprawców. Śledztwo trwa zaledwie osiem miesięcy. Akta nie są dostępne.

W 1997 roku Gracjan Szmytkowski zostaje skazany za przestępstwa popełnione w Gorzowie.

Mimo listu gończego Latkowski niezatrzymywany przekracza granicę i w sierpniu 1998 roku Latkowski pojawia się w gabinecie rzecznika prasowego prokuratury  razem z Wojciechem Sumlińskim, dziennikarzem „Życia”.

Dochodzenie w sprawie zgłoszonej przez Latkowskiego przeciwko swoim ofiarom zostaje umorzone z powodu niestwierdzenia przestępstwa. W toku postępowania ustalono, że wersja Latkowskiego była celowym kłamstwem i wprowadzaniem policji w błąd. Biegli grafolodzy ustalają bezsprzecznie, że Latkowski dokonał fałszerstwa posługując się dokumentami in blanco wymuszonymi od ofiar. Za fałszerstwo dokumentów otrzymuje wyrok 10 miesięcy pozbawienia wolności.

Drugi wyrok, 10 miesięcy, Latkowski otrzymuje za skierowanie fałszywych oskarżeń i złożenie doniesienia o niezaistniałym przestępstwie.

W sprawie wymuszeń rozbójniczych w Gorzowie, oraz grożenia zabójstwem dostaje 22 miesiące.

Sąd łączy wyroki w efekcie czego skazany zostaje na 2 lat i 3 miesięce.

Istotna jest postawa Latkowskiego w czasie procesu. Nie udziela on żadnych wyjaśnień, nie składa zeznań. Mimo, że sąd dysponuje obszernymi zeznaniami świadków Latkowski w dniu 27 listopada 1998 r. na rozprawie oświadczył „Treść zarzutu rozumiem. Nie przyznaję się do popełnienia żadnego z zarzucanych mi czynów. Odmawiam składania wyjaśnień. Nie będę również odpowiadał na pytania”.

Latkowski mimo tego że jak twierdzi jest niewinny i nie popelnił żadnych z przestępstw, a często dodaje, że był „wrobiony” lub „niewinny”, nie złożył apelacji od wyroku. Nie żada również pisemnego uzasadnia do wyroku co utrudnia poznanie szczegółów sprawy. Trudno zrozumieć, w którym momencie miała nastąpić jego resocjalizacja. Latkowski sam o sobie mówi „z więzienia wyszedłem gorszy”.

Z więzienia wychodzi na początku 2000 roku. Miał 34 lata. W tym samym roku kiedy opuszcza więzienie realizuje swój pierwszy dokument. W krótkim czasie staje się głównym komentatorem ds polskiej mafii. Jest blisko wszystkich osób w państwie, które mają wiedzę o świecie przestępczym. Rok temu został redaktorem naczelny ważnego tygodnika opinii. Niedawno PKP i Totalizator Sportowy oskarżyły grupę wydawniczą „Wprost” o wymuszanie milionowych kwot w zamian za rezygnację z pisania tekstów.